Sale konferencyjne nad morzem – G
Sale konferencyjne Gdańsk, w których bywała, zasadniczo mi się podobały. Jestem dziennikarką i w Trójmieście odbyłam bardzo wiele konferencji prasowych. Konferencje Gdynia, konferencje Sopot, konferencje Gdańsk… można powiedzieć, że jestem starą wyjadaczką. Na co przede wszystkim zwracam uwagę, kiedy widzę sale konferencyjne (Gdańsk, Gdynia czy Sopot – nie ma różnicy)? Na to, czy z każdego miejsca dobrze widać mówcę i na to czy jest dobra klimatyzacja. To nie żarty – wyobraźcie sobie Państwo sytuację dziennikarza, który w upalny dzień musi obiec konferencje Sopot czy konferencje Gdynia, w salach, w których tlenu brak a ludzie się tłoczą. I przy tym wszystkim ma świadomość, że niedaleko jest chłodne morze… Sale konferencyjne Gdańsk nie działają na wyobraźnie aż tak mocno – wiele z nich leży ok. godziny, półtorej drogi od morza. Ale pamiętam naprawdę konferencje Sopot niedaleko molo czy konferencje Gdynia niedaleko plaży. To było naprawdę okropne. Wyglądałam przez okno i widziałam chlapiących się wśród fal ludzi… Dlatego jeszcze raz powtarzam: konferencje Sopot, konferencje Gdańsk czy konferencje Gdynia, sale konferencyjne Gdańsk, Sopot czy Gdynia małe albo duże, klimatyzacja by musi. No, i oczywiście jakiś ciekawy temat dla dziennikarza. A brak wszystkiego innego da się przeżyć. Zwłaszcza, jeśli tak bardzo kocha się swoją pracę jak ja.
